sobota, 22 września 2012

37 Dzień wolności dla One Direction


-Nie rżnij głąba, czego tam dodaliście, że od razu wszystko zwróciła?
-Pojebało cię już całkiem?
-Nie wkurwiaj mnie!
-Sadzisz, że jestem jak ty? Że nie robię niczego bezinteresownie? Mylisz się, staram się jak cholera, żeby ci się nie narażać, żeby nie słyszeć twoich głupich docinek na nasz temat, ale ty masz to w dupie bo wszędzie doszukujesz się podstępu a nawet przez myśl nie przechodzi ci to co jest najbardziej oczywiste.
-Masz zamiar mnie teraz obrażać?
-Nie! Chce ci tylko wyjaśnić idioto, że ona może być w ciąży i nie ważne jest to co zje i tak może to zwrócić!


- W cią…
Do kuchni wparowała Pati –Nie jestem w żadnej ciąży to zwykłe zatrucie! Zwariowaliście wszyscy!
-Pati idziemy pogadać! –powiedział Zayn

-Nigdzie z tobą nie idę i nie będę z tobą gadać.
-Ale Pati, ja chyba mam prawo wiedzieć
-Weź przestań, o czym ty chcesz rozmawiać, powiedziałam ci jasno, teraz nie jest czas na dziecko. Nie dotarło to do ciebie?
-Jeśli mogę wtrącić się do rozmowy, to wahania nastrojów też wchodzą w skład wymienionego przeze mnie stanu, żeby potem nie było, że nie mówiłem. –Harry uniósł ręce w geście niewinności
Patrycja spojrzała na niego piorunującym wzrokiem- Nie jestem w żadnej ciąży odpierdolcie się wszyscy- wzięła butelkę wody i uciekła na górę, chciałem za nią iść ale powstrzymał mnie Louis. –zostaw ją na chwilę samą, przejdzie jej za parę godzin, jeśli pójdziesz teraz tylko ją wkurzysz. Wiem co mówię.
-Ale przecież ona nie może mnie tak traktować, nic jej nie zrobiłem
-Kobiet nie zrozumiesz, one tak już po prostu mają. Ty nie robisz nic złego a one się wściekają, swoją drogą za parę dni wróć do tematu, może wtedy na spokojnie uda wam się pogadać.
-Wkurwia mnie to!
-Ale tak to już jest z kobietami, postaraj się to zrozumieć a wszystkim będzie żyło się łatwiej.
-Możesz też przyjąć inną taktykę, tylko jest zdecydowanie trudniejsza do realizacji, ale skuteczniejsza…
-Dajesz –powiedziałem z zaciekawieniem
-Otóż jesteś do rany przyłóż, czyli ona się na tobie wyżywa a ty mówisz, że ją kochasz. Na początku będzie ci trudno ale jak wejdzie ci to w krew będzie już z górki. To zawsze działało na Gemmę jak miała okres, więc może u was też się to sprawdzi.
-Chłopaki, co ja bym bez was zrobił? Hmm pewnie teraz trwało by tu małe piekło a ja dalej sądziłbym, że mam rację i drążyłbym temat. Ech fajnie jest posłuchać czasami waszych mądrości.
-Szkoda, że tylko czasami…
-Ej noo robię postępy nie widzicie?
-Ha ha ha no jasne, ja jestem w szoku a ty Lou?
-Oczywista oczywistość, o cholera Hazz!
-?
-Ja nie jestem spakowany na wyjazd!
-Ha ha ha ha jesteś moim mistrzem, wiesz? To idziesz na górę torba i jazda!
-Nie pomożesz mi?  -Louis zrobił błagalną minę z oczami szczeniaczka. Harry wywrócił teatralnie oczami i po chwili poszedł mu pomóc, ja zostałem sam z Zu. Wykąpałem ją, i tą czynność mogę zaliczyć do udanych ponieważ o dziwo cała łazienka nie pływała. Teraz jednak czekało mnie coś znacznie trudniejszego, rozmowa z Pat. Po chichu wszedłem do pokoju Pati leżała na wznak tempo patrząc w sufit; płakała, ale przecież i tak się nie przyzna…
-O już ją wykąpałeś?
-Tak jutro długi lot, a ona zaraz padnie na siedząco.
Położyłem się na łóżku kładąc pomiędzy nami małą. –Jak się czujesz?
-Dobrze
-Na pewno?
-Zayn! Mam dwa razy ci powtarzać?
-Nie trzeba skarbie, dotarło już do mnie, o której wstajemy?
-O 7 mamy być na lotnisku, 5:30?
-Powinniśmy się wyrobić, idziesz za mną pod prysznic?
-Zu jeszcze nie śpi a poza tym kąpałam się godzinę temu.
-Ok w takim razie jestem skazany na samotną wizytę w brodziku
-Oj nie marudź już, jutro też jest dzień.

Ranek
-Louis rusz się taksówka już czeka!
-Moment, jeszcze tylko telefon, klucze, portfel, bilety. Dobra już prawie
-Widzisz skarbie jakiego masz ogarniętego faceta, nie zapominam o niczym, wstaje odpowiednio wcześnie, ba nawet umiem zająć się dzieckiem.
-Och ty mój ideale
-Cieszę się, że humorek dopisuje, o w końcu możemy jechać.
Czas poświęcony odprawom na lotnisku zawsze czasem straconym, przeszukiwania , przepakowania bo jak zawsze ochronie coś się nie podobało. Na szczęście tym razem nie trwało to zbyt długo i punktualnie o 8:05 unosiliśmy się już nad Londynem. Przed nami kilkugodzinny lot, mamy żelki, tablety, ipody, PSP, a nawet karty do gry, jeśli tylko Zu wytrzyma tę podróż będzie dobrze.

-Dlaczego ty mi ciągle podjadasz żelki? Mam już tylko jedną paczkę!
-Niall taka była umowa siedzę tobą pod warunkiem, że będziesz się dzielił ze mną żelkami, jeśli chcesz mogę iść do Harrego.
-Ale Liam to chociaż jedz te zielone bo ja ich nie lubię.
-Wolę czerwone
-Czerwone są moje, proszę cię nie pozbawiaj małego Nialla ostatniego posiłku. –dodał błagalnym tonem Niall
-Ok żarłoku jedz, ale zobaczysz będziesz chciał wieczorem wyskoczyć na coś do jedzenia to pójdziesz tam sam, skoro nawet głupimi żelkami nie możesz się podzielić z przyjacielem. –Liam udał obrażonego
-Chłopaki czy wy chociaż raz nie możecie siedzieć spokojnie, bez wygłupów i przeszkadzania innym pasażerom?
-Możemy ale nie dziś Pati, dziś jest dzień wolności dla One Direction
-O nie! To, że nie leci z nami Paul nie znaczy, że będziecie mi tu całą drogę świrować. Mam dla was miłą a może nie miłą niespodziankę, tu macie pytania do 5 wywiadów, które odbędą się w Sydney. Za 1,5 godziny chcę mieć wasze odpowiedzi na emailu.
-Ale Pat jest rano, mi się chce spać mogę to zrobić jutro? -Zapytał Louis
-90 minut i ani sekundy więcej, trzeba było spać w nocy, a nie….
-A nie co? –dopytywał z rozbawieniem Harry ewidentnie próbując mnie wyprowadzić z równowagi.
-Wiesz ja i Zayn próbowaliśmy spać w nocy ale tak chrapałeś, że pewnie biedny Lou też nie mógł zmrużyć oka.
Mniej więcej w takim klimacie przebyliśmy prawie pól drogi, co chwila, któryś z chłopaków zabierał drugiemu jedzenie, ten z kolei chciał je sprzedawać dla Nialla. Czysta dziecinada, teraz już wiem na pewno, że jest to nasza pierwsza i ostatnia podróż bez Paula. On ma nad nimi jakąś kontrolę, przynajmniej jego słuchają się i nie zachowują się jak banda rozwrzeszczanych dzieciaków. Z głośników usłyszeliśmy miły głos stewardessy proszę o zapięcie pasów z uwagi na burzę, w którą wlatujemy możliwe turbulencje. No i wtedy się zaczęło, znowu…. Papierowa torebka i mdłości. Kiedy pojawiła się obok mnie kobieta z obsługi od razu ruszyłam z nią do toalety.
-Proszę niech napije się pani wody, zawsze źle pani znosi latanie?
-Nie to pierwszy raz, chyba mam jakieś zatrucie, wczoraj po kolacji to samo miałam.
-A może jest pani w ciąży? –kobieta przyjaźnie się uśmiechnęła
-Nie, na pewno nie, chociaż od wczoraj wszyscy próbują mi to wmawiać. Ale to z pewnością tylko chwilowe osłabienie organizmu, przez zatrucie albo jakiś stres, za kilka dni wszystko wróci do normy, już czuję się lepiej możemy wracać na miejsce.
 Zajęłam miejsce obok Harrego, który czekał w kolejce do łazienki. Wolałam się teraz nie pokazywać w tym stanie dla Zayna, skoro po chwili rozmowy jak to określił loczek byłam blada jak ściana…
-nie byłaś z tym u lekarza prawda?
-Nie jeszcze
-A w ogóle zamierzasz pójść?
-Tak, tylko nie mów mu nic ok?
-Pati to mój przyjaciel, mam przed nim kłamać?
-Nie o to chodzi, nie chcę z nim iść do lekarza bo wiem, że bardzo zależy mu na dziecku a ja sądzę, że to trochę za wcześnie. Znasz mnie wiesz, że jeśli coś by było nie tak, to dowiecie się o tym. Możemy zrobić mały układ, ty nic mu nie mówisz, ale jeśli będziesz chciał to pójdziesz ze mną do lekarza jeśli sytuacja się powtórzy.
-Mi pasuje.
-Świetnie to teraz buzia na kłódkę i możemy wracać na miejsce
-Chwila, ja tu w kolejce czekam! Poczekaj na mnie zaraz wracam.

No pięknie się wkopałam, wizyta u lekarza z Harrym, ale lepsze to niż martwiący się o wszystko Malik. Przecież nie jestem małym dzieckiem potrafię sama o siebie zadbać, zwłaszcza o swoje zdrowie.
Minęły jeszcze dwie godziny lotu a nasz samolot podchodził już do lądowania, moment szarpnięcia i…………….


W kolejnym odcinku wszystko się wyjaśni, macie jakieś spekulacje?

13 komentarzy:

  1. Omg aaaaaaa....
    Pisz, pisz, pisz!
    I cannot wait <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O jejku !! Swietny !!
    Czekam na kolejny .!! :) <3 ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Cidownee!
    Świetne! :D
    Uwielbiam too! :)
    i czekam na następny.
    pisz szybkoo proszę! : *

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny! Ale dalej sądzę że chyba jednak Pati jest w ciąży chociaż od ostatniego rozdziału bije się z myślami i wolałabym żeby jednak nie była
    Pozdrawiam
    Alex
    ps. sory że nie odpisywałam na maile ale miałam sporo na głowie

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyta się jak zwykle jednym tchem :)
    Ciekawe czy na prawde Pati jest w ciązy fajnie by było mieć malego Malika bądz mała Pati :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Siema ,chciałam zaprosic cię na mojego nowego bloga ,mam nadzieję ,że ci się spodoba .Generalnie to sorry ,że spamuje ,ale mam nadzieje ,że mnie zrozumiesz ..Sama wiesz ,że początki są trudne ;d
    Tak czy inaczej ,zapraszam .
    http://together-and-ever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. świe-świe-świetne! :D
    ja mam nadzieję, że jest w ciąży! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczaczki.
    Już któryś rozdział z kolei trzymasz mnie w niepewności co do dziwnego zachowania głównej bohaterki i właśnie teraz chcę wyskoczyć przez ten cholerny monitor do Ciebie i przycisnąć Cię do wyjaśnienia całej tej dziwacznej sytuacji ;pp
    Rozdział oczywiście cudowny i już nie mogę doczekać sie kolejnego ;dd

    Pozdrawiam : http://youknowiwilltakeyoutoanotherworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. wow... jedno z najciekawszych i najbardziej przyciągających opowiadań:)) już nie mogę się doczekać wyjaśnień^^

    OdpowiedzUsuń
  10. strasznie mi się to podoba! :)
    muszę nadrobić kilka rozdziałów :) na pewno to zrobię, obiecuję!

    zapraszam do siebie :)
    http://dream-of-another-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. zwymiotuje na harreego moge sie założyć hahah

    OdpowiedzUsuń